czwartek, 5 lipca 2012

Rozdział drugi


-Wygrałam! – klasnęłam w ręce ucieszona. Chłopak podrapał się po głowie zniechęcony.
-Oszukiwałaś.
-W papier, kamień, nożyce? – pokiwał głową zdesperowany. Roześmiałam się widząc jego skrępowanie – Pamiętasz umowę? Przegrany idzie i wyjmuje piłeczkę która wpadła do kubka pani Marks. Właściwie to ty ja tam wrzuciłeś, więc nie rozumiem czemu masz pretensje!
-Ale ona tam wkładała sztuczna szczękę! – pogładziłam brodę ze zrozumieniem.
-Więc wygląda na to… że masz problem! – znów wybuchłam radosnym śmiechem. Nagle zamarłam i kucnęłam ukrywając się za fotelem i pociągnęłam za sobą Liama.
-Co jest? – szepnął zdezorientowany.
-Nie wychylaj się! – było to nieco trudne do wykonania polecenie bo cisnęliśmy się za niebyt wielkim fotelem –Umm pewnie wyda ci się to trochę dziwne…
-Ty cała wydajesz się jakaś dziwna – przerwał mi.
-To geny. Wiesz mama używa słowa „biba” musiało mi się to odbić na psychice – jego twarz rozjaśnił uśmiech.
-Ale dziwna w jak najbardziej fajny sposób.
-Ahh co mogę powiedzieć. Jestem niesamowita – odrzuciłam włosy za głowę, pewnym siebie gestem – Ok. A teraz skup się. Pomóż mi się wydostać stąd tak, żeby tamten koleś – wskazałam Harrego, pochłoniętego rozmową z jakąś babcią – Mnie nie zauważył. Pomożesz?
-Może być ciekawie – kiwnęłam głową roześmiana – To jaki mamy plan? – kazałam mu zostać a sama podczołgałam się po ziemi do fotela w którym siedział starszy pan Benson, którego niezmiernie lubiłam.
-Pssst. Panie Dziadku! – zawołam Szpetem. Tak to on kazał mi się tak nazywać.
-Oo Charlotte, a w czym mogę ci pomóc? – nie zdziwiło go, ani to ze się do niego przyczołgałam, ani że kucam w bardzo dziwnej pozycji, widać można się tego po mnie spodziewać.
-Widzi pan tego chłopaka rozmawiającego z pana żoną?
-Tego wymoczka? No i co z nim?
-Odwróci pan jego uwagę, żebym mogła razem z kolegą – wskazałam ręką na Liama – wyjść stąd tak, żeby nas nie zobaczył? – staruszek uśmiechnął się chytrze.
-Załatwione złotko –podziękowałam i wróciłam do bruneta.
-Jak ci powiem to niezauważalnie przenosimy się za tamte drzwi – wskazałam łazienkę. Kiwnął głową. Kilka sekund potem pan Benson wstał z fotela i podszedł do Harrego krzycząc czy mu powróżyć z ręki. Jego „wróżenie” wymagało tańców wokoło chłopaka, wymachiwania rękami i zdjecie koszulki. No, no jak zawsze mnie nie zawiódł. – Teraz! – pociągnęłam Liama, który zapatrzył się na wygłupy pana dziadka. Gdy się otrząsnął położył się na brzuchu i zaczął się czołgać. Zrobiłam minę typu wtf i pociągnęłam go w górę. Po zamknięciu drzwi odetchnęliśmy z ulgą. Łazienka była naprawdę mała –Chodź - stanęłam na dece klozetowej i otworzyłam okno. Podciągnęłam się na rękach i sprawnie wyskoczyłam na trawę- chłopak niepewnie mi się przyglądał stając na sedesie.
-Mam dziwne wrażenie, że już to robiłaś – roześmiałam się – O boże! Połamałem deskę! – to sprawiło że nie mogłam pohamować napadów śmiechu.
-Nie panikuj, głupku. I tak była plastikowa. Za funta można taką kupić w sklepie obok. Wyłaź. – kiedy był już obok mnie, wciąż chichocząc wzięłam go za rękę i pociągnęłam za sobą. Biegliśmy przed siebie aż nie oddaliliśmy się od domu wystarczająco. Zmęczona, usiadłam na ławkę. A on się na mnie patrzył. Po chwili oboje dostawiliśmy napadu głupawki. Zgięłam się w pół, ponieważ wszystko mnie bolało od śmiechu.
-To co robimy teraz? – zastanowiłam się przez chwile.
-Mam pomysł chodź – wstałam i tanecznym krokiem poszłam przed siebie. Mój nowy znajomy dogonił mnie.
-Jesteś pełna energii, co nie?
-To zależy.
-Od czego?
-Od towarzystwa – z tym słowami zrobiłam kilka obrotów i się uspokoiłam – A ty jesteś typem zamulacza?
-Nie wiem, a ty jak myślisz?
-Nieee, zamulacze nie rozwalają ludziom kibli – posłałam mu kuksańca.
-Masz racje jestem potworem!
-Smutne. Okey jesteśmy na miejscu!
-Oo basen! Szkoda, że nikogo nie ma.
-Taak został zamknięty, ale niedługo powinni go otworzyć – podeszliśmy do ogrodzenia.
-To zaczekamy? – posłałam mu litościwie spojrzenie.
-Mówiąc niedługo mam na myśli za miesiąc – byliśmy na miejskim odkrytym basenie. O tej porze roku był zamknięty, ale ogrodzenie było niezbyt wysokie. Zaczęłam się wspinać po siatce.
-Charlie! A co z kamerami?! – chłopak stał w miejscu, podczas, gdy ja już byłam po drugiej stronie.
-Tu nie ma kamer, głupku – po chwili już był obok mnie – Okey mam poważne pytanie. Czy umiesz puszczać kaczki?
-Proszę cie… Patrzysz na mistrza – zebrałam kilka niewielkich kamyczków i oddałam mu połowę.
-No to chyba mamy zawody!

-Nie mogę w to uwierzyć! Jak mogłeś wygrać – po pół godzinie i wielu dogrywkach musiałam przyznać się do porażki – Ok. Mam dość! – usiadłam na brzegu basenu  uważając, aby nie zamoczyć butów.
-Told ya! – odtańczył coś na wzorzec dumnego z siebie tańca zwycięstwa i podbiegł do mnie, wrzucając nas oboje do wody. Po wynurzeniu pierwsze co zrobiłam to podtopienie tego jego głupiego łba – Aaaa utopisz mnie!
-Taką mam nadzieje! – stwierdziłam ale go puściłam.
-Ojj przepraszam Lottie – prychnęłam wygramalając się z wody –No co ty obrazisz się? – w tej chwili wzięłam rozbieg i skoczyłam na bombę ochlapując Liama.
-Masz farta że nie zamoczyłam telefonu bo skoczyłabym na ciebie – pogroziłam mu palcem – Wracamy już?
-Robi się ciemno więc tak – wolnym krokiem ruszyliśmy w drogę powrotną.
-Gramy w 20 pytań?
-Dobra ja pierwszy. Twój ulubiony kolor?
-Hm… Czarny, bo wszystko do niego pasuje.
-A dlaczego ukrywaliśmy się przed Harrym?
-Po pierwsze, to teraz moja kolej! A po drugie to może kiedyś ci opowiem, ale nie teraz.
-No weź!
-Oszust teraz moja kolej! A więc.. – nim się obejrzeliśmy staliśmy pod moim domem –Trafisz chociaż? To ten budynek na prawo.
-Cóż myślę że uda mi się jakoś trafić… ale to jakieś 6 metrów! – położyłam mu ręke na ramienu z poważną miną.
-Powodzenia w twej misji.
-Dziękuje – uśmiechnął się i odszedł kawałek, jednak zatrzymał się i odwrócił głowę –Dzięki za dzisiaj…. Był ciekawie.
-Ze mną zawsze jak najlepiej – ukłoniłam się i pomachałam mu wchodząc do domu.

Leżałam na łóżku, przeglądając jakąś gazetę. Tyle zapierających dech w piersiach wiadomości o gwiazdach. Westchnęłam i dorzuciłam czasopismo. Przewróciłam się na plecy i wzrokiem zaczęłam badać sufit. Nagle usłyszałam jakiś łomot i zerwałam się wystraszona. Podeszłam do drzwi balkonowych, otworzyłam je wychodząc na balkon. Obok niego rosło bardzo duże drzewo z licznymi rozgałęziami. Nie cierpiałam go. Zobaczyłam jakąś postać między liśćmi.
-Harry? Połamałeś gałąź?! – chłopak wystraszył się, prawie by spadł ale złapał się w ostatni momencie.
-Lottie! Przyszedłem z tobą pogadać, bo inaczej się chyba nie da – zaczął podciągać się aby wejść przez barierkę na balkon. Spanikowana wpadłam do swojego pokoju zatrzaskując szklane drzwi – Nie no serio?! – zdeterminowany przyłożył twarz do szkła i wpatrywał się we mnie wyczekująco – Nie odejdę póki nie pogadamy!
-Ojej to wygląda jakbyś…. Miał problem! – rzuciłam się na łóżko wracając do przeglądania gazety. Jednak godzinę później, kiedy wciąż nie ruszył się z miejsca, powoli zżerała mnie irytacja.
-Twoja mama nie będzie się martwić gdzie jesteś?
-Powiedziałem, że idę błagać, o twoje przebaczenie. Wie, że to może chwile zająć – poruszył zawadiacko brwiami. Zignorowałam to, wgapiając się uparcie w ścianę. Kiedy zaczął gwizdać jakąś wesołą melodyjkę, nie wytrzymałam i gwałtownym krokiem podeszłam do niego.
-Myślisz, że przyjdziesz sobie tutaj po dwóch latach. Zaczniesz mnie wkurwiać i wszystko będzie dobrze?! – krzyknęłam otwierając drzwi. Miał minę zbitego psa – Co ty sobie myślisz Haroldzie?!
-Nie myślę Lots, przecież mnie znasz ja z reguły nie myślę – prychnęłam ze łzami w oczach.
-To te twoje przeprosiny? Byłam taka samotna, zostawiłeś mnie! Miałam ciebie i wszystko było idealne. Ale niee ty musiałeś mnie zostawić, bym radziła sobie sama. To nie było takie łatwe. Ty zyskałeś czterech przyjaciół, a ja straciłam jedynego jakiego miałam. Czuje się zdradzona Harry. Zdradziłeś mnie! – wybuchając na dobre płaczem, usiadłam na łóżku, kryjąc twarz w dłoniach. Podszedł do mnie i objął mnie ramionami. Zaczęłam się wyrywać, ale jego uścisk był mocny i bezpieczny, więc poddałam się, coraz mocniej płacząc. Spojrzałam w górę na jego twarz, po której spływały łzy –Proszę cie, myślisz, że jak się rozpłaczesz to ci od razu wybaczę?
-Nadzieja matką głupich – stwierdził coraz mocniej mnie przytulając – Przepraszam – zła na samą siebie wtuliłam się w niego, chcąc go, nie wiem czemu, pocieszyć.
-Nie myśl, że nie będziesz musiał się postarać, żebym ci zupełnie wybaczyła.
-Oj wiem – uszczęśliwiony zaczął mnie łaskotać, a mi wielki ciężar spadł z serca.




No i mamy rozdział 2. Mam nadzieje, że się podoba. Licze, na szczere opinie :D No i ten dłuższy. Zadowolona Madziu?!
Jakieś pomysły z kim będzie Lottie? ;> Ciekawi mnie co myślicie ;p


No i zapraszam na blogi moich przyjaciółek Madziulki (another1dstory.blogspot.com) i Asiusi (zabije mnie ze tak ją nazwałam) (evie-diary.blogspot.com/)