sobota, 1 września 2012

Przerwa wakacyjna

No heeej :D Trochę się nie odzywałam. Miałam przerwe wakacyjną ale już pisze kolejny rozdział i niedługo wracam :) Dziękuje za wszystkie komentarze jesteście najlepsii ;*

czwartek, 5 lipca 2012

Rozdział drugi


-Wygrałam! – klasnęłam w ręce ucieszona. Chłopak podrapał się po głowie zniechęcony.
-Oszukiwałaś.
-W papier, kamień, nożyce? – pokiwał głową zdesperowany. Roześmiałam się widząc jego skrępowanie – Pamiętasz umowę? Przegrany idzie i wyjmuje piłeczkę która wpadła do kubka pani Marks. Właściwie to ty ja tam wrzuciłeś, więc nie rozumiem czemu masz pretensje!
-Ale ona tam wkładała sztuczna szczękę! – pogładziłam brodę ze zrozumieniem.
-Więc wygląda na to… że masz problem! – znów wybuchłam radosnym śmiechem. Nagle zamarłam i kucnęłam ukrywając się za fotelem i pociągnęłam za sobą Liama.
-Co jest? – szepnął zdezorientowany.
-Nie wychylaj się! – było to nieco trudne do wykonania polecenie bo cisnęliśmy się za niebyt wielkim fotelem –Umm pewnie wyda ci się to trochę dziwne…
-Ty cała wydajesz się jakaś dziwna – przerwał mi.
-To geny. Wiesz mama używa słowa „biba” musiało mi się to odbić na psychice – jego twarz rozjaśnił uśmiech.
-Ale dziwna w jak najbardziej fajny sposób.
-Ahh co mogę powiedzieć. Jestem niesamowita – odrzuciłam włosy za głowę, pewnym siebie gestem – Ok. A teraz skup się. Pomóż mi się wydostać stąd tak, żeby tamten koleś – wskazałam Harrego, pochłoniętego rozmową z jakąś babcią – Mnie nie zauważył. Pomożesz?
-Może być ciekawie – kiwnęłam głową roześmiana – To jaki mamy plan? – kazałam mu zostać a sama podczołgałam się po ziemi do fotela w którym siedział starszy pan Benson, którego niezmiernie lubiłam.
-Pssst. Panie Dziadku! – zawołam Szpetem. Tak to on kazał mi się tak nazywać.
-Oo Charlotte, a w czym mogę ci pomóc? – nie zdziwiło go, ani to ze się do niego przyczołgałam, ani że kucam w bardzo dziwnej pozycji, widać można się tego po mnie spodziewać.
-Widzi pan tego chłopaka rozmawiającego z pana żoną?
-Tego wymoczka? No i co z nim?
-Odwróci pan jego uwagę, żebym mogła razem z kolegą – wskazałam ręką na Liama – wyjść stąd tak, żeby nas nie zobaczył? – staruszek uśmiechnął się chytrze.
-Załatwione złotko –podziękowałam i wróciłam do bruneta.
-Jak ci powiem to niezauważalnie przenosimy się za tamte drzwi – wskazałam łazienkę. Kiwnął głową. Kilka sekund potem pan Benson wstał z fotela i podszedł do Harrego krzycząc czy mu powróżyć z ręki. Jego „wróżenie” wymagało tańców wokoło chłopaka, wymachiwania rękami i zdjecie koszulki. No, no jak zawsze mnie nie zawiódł. – Teraz! – pociągnęłam Liama, który zapatrzył się na wygłupy pana dziadka. Gdy się otrząsnął położył się na brzuchu i zaczął się czołgać. Zrobiłam minę typu wtf i pociągnęłam go w górę. Po zamknięciu drzwi odetchnęliśmy z ulgą. Łazienka była naprawdę mała –Chodź - stanęłam na dece klozetowej i otworzyłam okno. Podciągnęłam się na rękach i sprawnie wyskoczyłam na trawę- chłopak niepewnie mi się przyglądał stając na sedesie.
-Mam dziwne wrażenie, że już to robiłaś – roześmiałam się – O boże! Połamałem deskę! – to sprawiło że nie mogłam pohamować napadów śmiechu.
-Nie panikuj, głupku. I tak była plastikowa. Za funta można taką kupić w sklepie obok. Wyłaź. – kiedy był już obok mnie, wciąż chichocząc wzięłam go za rękę i pociągnęłam za sobą. Biegliśmy przed siebie aż nie oddaliliśmy się od domu wystarczająco. Zmęczona, usiadłam na ławkę. A on się na mnie patrzył. Po chwili oboje dostawiliśmy napadu głupawki. Zgięłam się w pół, ponieważ wszystko mnie bolało od śmiechu.
-To co robimy teraz? – zastanowiłam się przez chwile.
-Mam pomysł chodź – wstałam i tanecznym krokiem poszłam przed siebie. Mój nowy znajomy dogonił mnie.
-Jesteś pełna energii, co nie?
-To zależy.
-Od czego?
-Od towarzystwa – z tym słowami zrobiłam kilka obrotów i się uspokoiłam – A ty jesteś typem zamulacza?
-Nie wiem, a ty jak myślisz?
-Nieee, zamulacze nie rozwalają ludziom kibli – posłałam mu kuksańca.
-Masz racje jestem potworem!
-Smutne. Okey jesteśmy na miejscu!
-Oo basen! Szkoda, że nikogo nie ma.
-Taak został zamknięty, ale niedługo powinni go otworzyć – podeszliśmy do ogrodzenia.
-To zaczekamy? – posłałam mu litościwie spojrzenie.
-Mówiąc niedługo mam na myśli za miesiąc – byliśmy na miejskim odkrytym basenie. O tej porze roku był zamknięty, ale ogrodzenie było niezbyt wysokie. Zaczęłam się wspinać po siatce.
-Charlie! A co z kamerami?! – chłopak stał w miejscu, podczas, gdy ja już byłam po drugiej stronie.
-Tu nie ma kamer, głupku – po chwili już był obok mnie – Okey mam poważne pytanie. Czy umiesz puszczać kaczki?
-Proszę cie… Patrzysz na mistrza – zebrałam kilka niewielkich kamyczków i oddałam mu połowę.
-No to chyba mamy zawody!

-Nie mogę w to uwierzyć! Jak mogłeś wygrać – po pół godzinie i wielu dogrywkach musiałam przyznać się do porażki – Ok. Mam dość! – usiadłam na brzegu basenu  uważając, aby nie zamoczyć butów.
-Told ya! – odtańczył coś na wzorzec dumnego z siebie tańca zwycięstwa i podbiegł do mnie, wrzucając nas oboje do wody. Po wynurzeniu pierwsze co zrobiłam to podtopienie tego jego głupiego łba – Aaaa utopisz mnie!
-Taką mam nadzieje! – stwierdziłam ale go puściłam.
-Ojj przepraszam Lottie – prychnęłam wygramalając się z wody –No co ty obrazisz się? – w tej chwili wzięłam rozbieg i skoczyłam na bombę ochlapując Liama.
-Masz farta że nie zamoczyłam telefonu bo skoczyłabym na ciebie – pogroziłam mu palcem – Wracamy już?
-Robi się ciemno więc tak – wolnym krokiem ruszyliśmy w drogę powrotną.
-Gramy w 20 pytań?
-Dobra ja pierwszy. Twój ulubiony kolor?
-Hm… Czarny, bo wszystko do niego pasuje.
-A dlaczego ukrywaliśmy się przed Harrym?
-Po pierwsze, to teraz moja kolej! A po drugie to może kiedyś ci opowiem, ale nie teraz.
-No weź!
-Oszust teraz moja kolej! A więc.. – nim się obejrzeliśmy staliśmy pod moim domem –Trafisz chociaż? To ten budynek na prawo.
-Cóż myślę że uda mi się jakoś trafić… ale to jakieś 6 metrów! – położyłam mu ręke na ramienu z poważną miną.
-Powodzenia w twej misji.
-Dziękuje – uśmiechnął się i odszedł kawałek, jednak zatrzymał się i odwrócił głowę –Dzięki za dzisiaj…. Był ciekawie.
-Ze mną zawsze jak najlepiej – ukłoniłam się i pomachałam mu wchodząc do domu.

Leżałam na łóżku, przeglądając jakąś gazetę. Tyle zapierających dech w piersiach wiadomości o gwiazdach. Westchnęłam i dorzuciłam czasopismo. Przewróciłam się na plecy i wzrokiem zaczęłam badać sufit. Nagle usłyszałam jakiś łomot i zerwałam się wystraszona. Podeszłam do drzwi balkonowych, otworzyłam je wychodząc na balkon. Obok niego rosło bardzo duże drzewo z licznymi rozgałęziami. Nie cierpiałam go. Zobaczyłam jakąś postać między liśćmi.
-Harry? Połamałeś gałąź?! – chłopak wystraszył się, prawie by spadł ale złapał się w ostatni momencie.
-Lottie! Przyszedłem z tobą pogadać, bo inaczej się chyba nie da – zaczął podciągać się aby wejść przez barierkę na balkon. Spanikowana wpadłam do swojego pokoju zatrzaskując szklane drzwi – Nie no serio?! – zdeterminowany przyłożył twarz do szkła i wpatrywał się we mnie wyczekująco – Nie odejdę póki nie pogadamy!
-Ojej to wygląda jakbyś…. Miał problem! – rzuciłam się na łóżko wracając do przeglądania gazety. Jednak godzinę później, kiedy wciąż nie ruszył się z miejsca, powoli zżerała mnie irytacja.
-Twoja mama nie będzie się martwić gdzie jesteś?
-Powiedziałem, że idę błagać, o twoje przebaczenie. Wie, że to może chwile zająć – poruszył zawadiacko brwiami. Zignorowałam to, wgapiając się uparcie w ścianę. Kiedy zaczął gwizdać jakąś wesołą melodyjkę, nie wytrzymałam i gwałtownym krokiem podeszłam do niego.
-Myślisz, że przyjdziesz sobie tutaj po dwóch latach. Zaczniesz mnie wkurwiać i wszystko będzie dobrze?! – krzyknęłam otwierając drzwi. Miał minę zbitego psa – Co ty sobie myślisz Haroldzie?!
-Nie myślę Lots, przecież mnie znasz ja z reguły nie myślę – prychnęłam ze łzami w oczach.
-To te twoje przeprosiny? Byłam taka samotna, zostawiłeś mnie! Miałam ciebie i wszystko było idealne. Ale niee ty musiałeś mnie zostawić, bym radziła sobie sama. To nie było takie łatwe. Ty zyskałeś czterech przyjaciół, a ja straciłam jedynego jakiego miałam. Czuje się zdradzona Harry. Zdradziłeś mnie! – wybuchając na dobre płaczem, usiadłam na łóżku, kryjąc twarz w dłoniach. Podszedł do mnie i objął mnie ramionami. Zaczęłam się wyrywać, ale jego uścisk był mocny i bezpieczny, więc poddałam się, coraz mocniej płacząc. Spojrzałam w górę na jego twarz, po której spływały łzy –Proszę cie, myślisz, że jak się rozpłaczesz to ci od razu wybaczę?
-Nadzieja matką głupich – stwierdził coraz mocniej mnie przytulając – Przepraszam – zła na samą siebie wtuliłam się w niego, chcąc go, nie wiem czemu, pocieszyć.
-Nie myśl, że nie będziesz musiał się postarać, żebym ci zupełnie wybaczyła.
-Oj wiem – uszczęśliwiony zaczął mnie łaskotać, a mi wielki ciężar spadł z serca.




No i mamy rozdział 2. Mam nadzieje, że się podoba. Licze, na szczere opinie :D No i ten dłuższy. Zadowolona Madziu?!
Jakieś pomysły z kim będzie Lottie? ;> Ciekawi mnie co myślicie ;p


No i zapraszam na blogi moich przyjaciółek Madziulki (another1dstory.blogspot.com) i Asiusi (zabije mnie ze tak ją nazwałam) (evie-diary.blogspot.com/)

wtorek, 26 czerwca 2012

Rozdział pierwszy


-Wołają cię! Ooo boże… stresuje się. Dobra idź! Połamania nóg połamańcu! – wyszczerzyłam się podenerwowana, zmierzwiłam jego włosy i pchnęłam do przodu. Zestresowany chłopak ruszył w stronę sceny posyłając mi spojrzenie błagające wręcz o ratunek. Ale uda mu się. Po prostu to wiem.

Dwa lata później
Poddałam się rozmyślaniom zaplatając niedbały warkocz na moich siegających połowy pleców kasztanowych włosów. Przeglądając się w lustrze i malując rzęsy zaczęłam się oceniać. W sumie nie byłam taka brzydka, z moimi błękitnymi oczami, pełnymi ustami i prostym niewielkim nosem. Podskoczyłam wystraszona na dźwięk telefonu.
-Co? – spytałam odbierając. Usłyszałam pokrzykiwania i piski rozradowanej Caroline. Rozwodziła się jak to wspaniale, że jej ukochany zespół przyjeżdża do miasta. Jaka to jest podniecona, jak to na pewno on  ją pamięta, bo byli razem w klasie. Bla bla bla. Wielka mi fanka, tydzień temu uważała, że są tandetni i była „największą fanką na świecie” Justina Biebera, a dwa tygodnie wstecz to Pink była jej guru. – O mój boże i wszystkie pół bóstwa tego świata! Myślisz, że Liam da wyciągnąć się do kina?! Ale by było zaje i rewelacyjnie, chyba bym się poryczała! – i znów zalała mnie potokiem słów, Odłożyłam komórkę, dając jej się wykrzyczeć i wróciłam do poprawiania włosów.
-To super, ale wiesz ja już kończę, pa! – z tym zdaniem rozłączyłam się wzdychając z ulgą i zeszłam na dół. W kuchni mama robiła kanapki. Usiadłam przy stole i czekając na posiłek bębniłam palcami o blat.
-Harry dzisiaj przyjeżdża – zaczęła moja rodzicielka.
-Kto? – spytałam z durnowatym uśmiechem
-Wiem, że ostatnio straciliście kontakt, ale tym razem może spróbuj magicznie nie wyparować przez okno kiedy on przyjdzie.
-A ty wiesz, że ta księżna Kate jest nawet spoko! – powiedziałam z pasją przeglądając gazetę.
-Wiem, ze to rozstanie.. – dzięki najwyższemu rozległ się dzwonek do drzwi, a ja pobiegłam otworzyć uwalniając się od jej tyrady. Za progiem stał Luke, syn sąsiadów. Miał 7 lat i wiecej piegow niż mogłam policzyć. Na rękach trzymał średniej wielkości czarnego kotka.
-Nala! Dzięki za przyprowadzenie. Znów się u was wałęsa?
-Jak to ona – stwierdził z uśmiechem oddając mi zwierzę – A to dzisiaj przyjeżdża twój chłopak?
-Lucjanie! – mały skrzywił się na dźwięk swojego pełnego imienia – Irytujesz mnie! – i zatrzasnęłam mu, te piękne, dębowe drzwi przed nosem. Może to żałosne, ale dzieciak był moim najlepszym przyjacielem. Caroline przez większość czasu działała mi na nerwy, ale dała się znieść. To raczej nie są wyśmienite podstawy do przyjaźni, ale jak nie ma co się lubi to się lubi co się ma.
-Kotku! – krzyknęła mam tonem oznaczającym, że coś chce.
-Na pewno nie! – odpowiedziałam i pobiegłam na górę –Dobra to co robimy Nala? – kiedy nie doczekałam się reakcji sięgnęłam po pilot i włączyłam TV. Przysnęłam i jakiś czas później obudziły mnie hałasy z podwórka. Wyjrzałam przez okno o doznałam lekkiego szoku patrząc na tłum fanek przed domem obok. Czyli przyjechali. Super.
-Idziemy na przyjęcie do sąsiadów! Ann robi bibe! – oznajmiła mam wparowując do mojego pokoju. Zmierzyłam ją sceptycznym wzrokiem i parsknęłam.
-Po pierwsze wcale nie brzmisz fajnie, a po drugie to jeśli przez „my” masz na myśli siebie i tatę, to pewnie idźcie. Dobrej zabawy!
-Przez „my” mam na myśli ciebie i mnie – zaczęłam protestować, ale ona podniosła ostrzegawczo palec – Albo zero wychodzenia przez miesiąc – przysięgam, że miałam ochotę ja udusić – Świetnie skoro doszłyśmy do porozumienia, to za 15 minut masz być gotowa – i wyszła. Po porostu sobie wyszła?! Świetnie wprost, wyśmienicie. Po kwadransie stałyśmy pod drzwiami sąsiadów. Ja z miną nieszczęśnika a mama z szerokim uśmiechem. Po wejściu od razu dołączyła do grupy pań stojących przy stole, popijających herbatkę i plotkujących o swoich dzieciach. Zmyłam się z salonu i usiadłam na fotelu koło kilku mężczyzn oglądających mecz. Przyjęli mnie skinieniami głowy i poklepowywaniami po plecach. Na takich przyjęciach zawsze siedziałam z nimi. Lepsze to, niż słuchanie, jak to wyrosłam. Nie ważne, że widziały mnie wczoraj.
-Przesuniesz się? – podniosłam wzrok na chłopaka stojącego nade mną. Miał jasno brązowe wlosy i przyjazny uśmiech. Mimo iż moje siedzisko było nie wielski, zrobiłam mu miejsce. Usiadł i mi się przypatrzył.
-Chyba cię nie znam? Kojarzę cię skądś, ale… - przepraszająco wzruszył ramionami.
-Charlie, jestem sąsiadką.
-Liam – wyciągnął rękę, a ja ją uścisnęłam – A więc komu kibicujesz Lottie? – nie wiele osób miało przywilej mnie tak nazywać, ale coś w jego oczach, przekonało mnie, że nie mam nic przeciwko temu.
-Menchester, a ty? – chytrze wyszczerzył zęby w uśmiechu i wdał się ze mną w dyskusję o klubach piłkarskich całego świata.


***
Dedykacja dla Madziulki. Dziękuje za nagłówek <33
another1dstory.blogspot.com/