wtorek, 26 czerwca 2012

Rozdział pierwszy


-Wołają cię! Ooo boże… stresuje się. Dobra idź! Połamania nóg połamańcu! – wyszczerzyłam się podenerwowana, zmierzwiłam jego włosy i pchnęłam do przodu. Zestresowany chłopak ruszył w stronę sceny posyłając mi spojrzenie błagające wręcz o ratunek. Ale uda mu się. Po prostu to wiem.

Dwa lata później
Poddałam się rozmyślaniom zaplatając niedbały warkocz na moich siegających połowy pleców kasztanowych włosów. Przeglądając się w lustrze i malując rzęsy zaczęłam się oceniać. W sumie nie byłam taka brzydka, z moimi błękitnymi oczami, pełnymi ustami i prostym niewielkim nosem. Podskoczyłam wystraszona na dźwięk telefonu.
-Co? – spytałam odbierając. Usłyszałam pokrzykiwania i piski rozradowanej Caroline. Rozwodziła się jak to wspaniale, że jej ukochany zespół przyjeżdża do miasta. Jaka to jest podniecona, jak to na pewno on  ją pamięta, bo byli razem w klasie. Bla bla bla. Wielka mi fanka, tydzień temu uważała, że są tandetni i była „największą fanką na świecie” Justina Biebera, a dwa tygodnie wstecz to Pink była jej guru. – O mój boże i wszystkie pół bóstwa tego świata! Myślisz, że Liam da wyciągnąć się do kina?! Ale by było zaje i rewelacyjnie, chyba bym się poryczała! – i znów zalała mnie potokiem słów, Odłożyłam komórkę, dając jej się wykrzyczeć i wróciłam do poprawiania włosów.
-To super, ale wiesz ja już kończę, pa! – z tym zdaniem rozłączyłam się wzdychając z ulgą i zeszłam na dół. W kuchni mama robiła kanapki. Usiadłam przy stole i czekając na posiłek bębniłam palcami o blat.
-Harry dzisiaj przyjeżdża – zaczęła moja rodzicielka.
-Kto? – spytałam z durnowatym uśmiechem
-Wiem, że ostatnio straciliście kontakt, ale tym razem może spróbuj magicznie nie wyparować przez okno kiedy on przyjdzie.
-A ty wiesz, że ta księżna Kate jest nawet spoko! – powiedziałam z pasją przeglądając gazetę.
-Wiem, ze to rozstanie.. – dzięki najwyższemu rozległ się dzwonek do drzwi, a ja pobiegłam otworzyć uwalniając się od jej tyrady. Za progiem stał Luke, syn sąsiadów. Miał 7 lat i wiecej piegow niż mogłam policzyć. Na rękach trzymał średniej wielkości czarnego kotka.
-Nala! Dzięki za przyprowadzenie. Znów się u was wałęsa?
-Jak to ona – stwierdził z uśmiechem oddając mi zwierzę – A to dzisiaj przyjeżdża twój chłopak?
-Lucjanie! – mały skrzywił się na dźwięk swojego pełnego imienia – Irytujesz mnie! – i zatrzasnęłam mu, te piękne, dębowe drzwi przed nosem. Może to żałosne, ale dzieciak był moim najlepszym przyjacielem. Caroline przez większość czasu działała mi na nerwy, ale dała się znieść. To raczej nie są wyśmienite podstawy do przyjaźni, ale jak nie ma co się lubi to się lubi co się ma.
-Kotku! – krzyknęła mam tonem oznaczającym, że coś chce.
-Na pewno nie! – odpowiedziałam i pobiegłam na górę –Dobra to co robimy Nala? – kiedy nie doczekałam się reakcji sięgnęłam po pilot i włączyłam TV. Przysnęłam i jakiś czas później obudziły mnie hałasy z podwórka. Wyjrzałam przez okno o doznałam lekkiego szoku patrząc na tłum fanek przed domem obok. Czyli przyjechali. Super.
-Idziemy na przyjęcie do sąsiadów! Ann robi bibe! – oznajmiła mam wparowując do mojego pokoju. Zmierzyłam ją sceptycznym wzrokiem i parsknęłam.
-Po pierwsze wcale nie brzmisz fajnie, a po drugie to jeśli przez „my” masz na myśli siebie i tatę, to pewnie idźcie. Dobrej zabawy!
-Przez „my” mam na myśli ciebie i mnie – zaczęłam protestować, ale ona podniosła ostrzegawczo palec – Albo zero wychodzenia przez miesiąc – przysięgam, że miałam ochotę ja udusić – Świetnie skoro doszłyśmy do porozumienia, to za 15 minut masz być gotowa – i wyszła. Po porostu sobie wyszła?! Świetnie wprost, wyśmienicie. Po kwadransie stałyśmy pod drzwiami sąsiadów. Ja z miną nieszczęśnika a mama z szerokim uśmiechem. Po wejściu od razu dołączyła do grupy pań stojących przy stole, popijających herbatkę i plotkujących o swoich dzieciach. Zmyłam się z salonu i usiadłam na fotelu koło kilku mężczyzn oglądających mecz. Przyjęli mnie skinieniami głowy i poklepowywaniami po plecach. Na takich przyjęciach zawsze siedziałam z nimi. Lepsze to, niż słuchanie, jak to wyrosłam. Nie ważne, że widziały mnie wczoraj.
-Przesuniesz się? – podniosłam wzrok na chłopaka stojącego nade mną. Miał jasno brązowe wlosy i przyjazny uśmiech. Mimo iż moje siedzisko było nie wielski, zrobiłam mu miejsce. Usiadł i mi się przypatrzył.
-Chyba cię nie znam? Kojarzę cię skądś, ale… - przepraszająco wzruszył ramionami.
-Charlie, jestem sąsiadką.
-Liam – wyciągnął rękę, a ja ją uścisnęłam – A więc komu kibicujesz Lottie? – nie wiele osób miało przywilej mnie tak nazywać, ale coś w jego oczach, przekonało mnie, że nie mam nic przeciwko temu.
-Menchester, a ty? – chytrze wyszczerzył zęby w uśmiechu i wdał się ze mną w dyskusję o klubach piłkarskich całego świata.


***
Dedykacja dla Madziulki. Dziękuje za nagłówek <33
another1dstory.blogspot.com/